WEST w Picadorze
09.02.2013 17:20:01

 

Wszystko zaczęło się w jesieni, kiedy pojawił się u nas prawdziwy American Quarter Horse o dżwięcznym imieniu  JM Flower O'Rima. Tuptuś (bo tupie nogą, jeśli nie chce czegoś wykonać i stąd tak na niego wołamy) ma zostać u nas do wakacji. Więc jak tu nie skorzystać z okazji. Hania zakupiła odpowiednie siodło, a Malwina odkurzyła swoje i wróciła do treningów na Lizjuszu. Ta para już wcześniej próbowała swoich sił w west'cie  i to z powodzeniem - Akademickie Mistrzostwo Polski w 2011.

W tygodniu dziewczyny trenują same, a w niedzielę pojawia się siła fachowa w osobie Marka Sobkowiaka z  wrocławskiego Jack's City Western Team. Najpierw  buduje on różne elementy do pokonania - bramki, kwadraty, kombinacje drążków.  Malwina wystawia Lizjusza, Hania przesiada się na Djunę (ta ostatnia  średnio jest z tego zadowolona, bo chyba jednak woli skoki) a Marek bierze  w obroty Tuptusia. No i się zaczyna. Najpierw pokaz ćwiczenia, czemu dziewczyny pilnie się przyglądają  a potem  próbują to wykonać: drązki, bramka, galop przez kwadrat  i, chyba najtrudniejsze: obrót w kwadracie tak, żeby nie wypaść, a nawet  nie stuknąc, w drążek. No, różnie to wszystko wychodzi, zwłaszcza Djunie, która zupełnie nie rozumie dlaczego ma chodzić z nosem przy ziemi, zmieniać chody na rozkaz głosowy, czy stawać jak wryta, kiedy jej pani gwałtownie prostuje nogi jakby chciała zaprezentować numer swoich butów. Do tej pory kazali jej robić zupełnie inne rzeczy.

Więcej zdjęć z komentarzem w zakładce Galeria

A jak  będzie dobrze szło to może wystartujemy w majowych zawodach.


powrót